Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studnia Zagubionych Aniołów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studnia Zagubionych Aniołów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2019

Krzyk


Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu. Od września całkowicie pochłaniały mnie jednak sprawy zawodowe (tak to już bywa, jak jest się autorem-hobbystą). Za to wcześniej, w sierpniu udało się wreszcie ukończyć „Krzyk” – a więc przy okazji i cały „Skrawek czerni”.

Bądźmy szczerzy – autor-hobbysta pisze głównie (a w każdym razie na początku) dla własnej satysfakcji. Może to i egotyczne a nawet niezdrowe uczucie, kiedy sprawia ci przyjemność czytanie czegoś, co sam napisałeś.

Ale fajne.

 

Walka dogasa. Hałas cichnie. Biegające po ogrodzie sylwetki stopniowo zamierają w bezruchu. Czas zwalnia, pragnąc choć na chwilę złapać oddech. Przestrzeń wygładza się i uspokaja. Kala chowa sztylety do pochwy i staje naprzeciwko płonącej rezydencji. Pożar zarazem hipnotyzuje ją i niepokoi.

Znów, jedna po drugiej, niczym warstwy obieranej cebuli, opadają kolejne warstwy rzeczywistości. Co skrywa się po drugiej stronie ognia? Dziewczynie wydaje się, że tańczące płomienie kreślą w powietrzu jakiś wzór. Ogarnia ją zagadkowe przekonanie, że powinna zrozumieć ich mowę. Odczytać drgania powietrza.

I wtedy, niespodziewanie, po raz kolejny tej dziwnej nocy, rzeczywistość rozcina krzyk. Wołanie o pomoc przerażonej dziewczynki. Gdzieś tam, osaczona poprzez płomienie, po przesłoniętych dymem korytarzach, błądzi córka Fayati, nadaremno próbując odnaleźć bezpieczne wyjście.

Kala podchodzi do budynku, tak blisko, że pożar niemal osmala jej włosy, a dym drażniąc wdziera się do płuc. Dziewczyna wytęża wzrok, usiłując przeniknąć gorejący blask, zrozumieć wzór, zlokalizować Tvishę. Lecz ogień oślepia jej zmysły, krzyk rozmywa się pośród falowania niestabilnej rzeczywistości. Jak wyłowić go spośród cierpiących głosów milionów innych istot?

Rozpacz ogarnia serce Kali. Zdaje sobie sprawę, że jeżeli dziewczynka umrze teraz pośród płomieni, nie otrzymawszy pomocy, cały Wszechświat umrze wraz z nią, a to co go zastąpi, będzie obojętne i pozbawione duszy, choć, być może, nikt oprócz  Fayati i jej samej nie dostrzeże zmiany.

Tak dzieje się za każdym razem, prawda? Od zawsze o tym wiedziałaś.

Wtem materię świata rozdziera kolejny krzyk. Najpotężniejsze z zaklęć. Ostatnie słowa każdego przerażonego dziecka.

Ratuj, mamo.

Kala skacze do przodu i znowu się cofa. Dźwięki i obrazy mieszają się ze sobą i nie jest już w stanie rozróżnić wirujących wokół kształtów. Nadać im imiona i znaczenia.

Ratuj, mamo.

Kto krzyczy? Córka Fayati? Ona sama? Kim jest ta mała dziewczynka, porzucona przez czas i przestrzeń na samym skraju nicości? Wędrująca poprzez morze lepkiej, szarej mgły?

Ratuj, mamo.

Elohe uśmiecha się i macha jej ręką na pożegnanie tuż przed skokiem do wody. Palila i Sione przytulają szlochającą Raali. Madagorski wojownik przeszywa duszę Kali Spojrzeniem Ponad Zasłoną. Darya Tabazi pochyla się nad nią z troską. Przystojny mężczyzna w białej koszuli dotyka dłonią pętających ją łańcuchów. Wysoka, piękna kobieta delikatnie wciera w jej policzek gojącą maść.

Ciemny cień przesuwa się po śniegu.

Ratuj, mamo.

Kto krzyczy? Tvisha? Ona sama?

Dziewczyna opada na kolana, poddając się rozpaczy. Po raz kolejny zawiodła, nie zrozumiała wiadomości ukrytej w drganiach powietrza. Miliony głosów zlewają się w jeden a potem stopniowo cichną. Wszechświat powoli ogarnia ostateczna cisza i pustka. Entropia zwycięża.

Nagle jakiś ruch przełamuje nadchodzącą nieuchronność.

Pojawia się kontrapunkt.

 

czwartek, 14 marca 2019

Niebezpieczne kobiety - odcinek 2;)


Teraz najgorsze, westchnęła Kala w duchu. Zasadniczo nie przepadała za ludźmi w ogóle, a za zbirami Maruka w szczególności i kontakty z nimi starała się ograniczać do niezbędnego minimum. Trzeba było jednak jakoś przez to wszystko przebrnąć. Przyoblekła twarz w uprzejmy uśmiech, który podpatrzyła od Nezamiego i odezwała się jako pierwsza.

 – Wino z Raazh smakuje najsłodziej… – zagaiła i utkwiła w tamtych wyczekujące spojrzenie.

– Ale portowy trunek najszybciej uderza do głowy… – wybąkał po dłuższej chwili jeden z najemników, średniego wzrostu mężczyzna o elegancko przystrzyżonej brodzie.

 Rafi Maruk przesyła pozdrowienia – kontynuowała – i nowe rozkazy.

 – Tak? – ten sam najemnik rozparł się na ławie i spojrzał na nią wyzywająco.

– Macie natychmiast wyruszyć pod moją komendą – oznajmiła Kala bez przekonania.

 Tamci jak na komendę prychnęli śmiechem.

  – Wiedziałam, że to nie podziała – westchnęła Kala, spoglądając empatycznie na swych rozmówców. – No, dobrze, miejmy to już za sobą. Który z was w takim razie?

 – Który? – brodacz zmierzył ją obleśnym spojrzeniem. – Dlaczego nie wszyscy?

  Jego kompani zarechotali.

– Nie, nie – wyjaśniła wciąż tym samym uprzejmym, rzeczowym tonem Kala. Również zapożyczała go od swego patrona. – Wszystkich was nie mogę zabić. Niestety. Będziecie potrzebni, poza tym rafi miałby do mnie pretensje.

Tak naprawdę, kilka lat wcześniej wydarzył się pewien niefortunny incydent, ale tamci, zwłaszcza jeśli, jak podejrzewała, niedawno dołączyli do kompanii, zapewne o nim nie wiedzieli. Pojechała – siedemnastoletnia może dziewczyna – by przekazać Marukowi ważną wiadomość od swego patrona. Znalazła rafiego wraz z licznym oddziałem w przygranicznym Kazh i potem przez jakieś dwa tygodnie mu towarzyszyła. Było to jej pierwsze zetknięcie z kompanią. Kilku najemników prędko uznało, że zadziera nosa. Gdy zignorowała umizgi jednego z nich, ten dobrał dwójką kompanów i postanowili razem dać jej nauczkę. Dopadli ją z zaskoczenia, nie miała przy sobie żadnej broni oprócz sztyletu. Zareagowała odruchowo, ale najzupełniej prawidłowo – szkolenie Sharima już wtedy dawało rezultaty. Cała sytuacja jednakowoż dość nią wstrząsnęła – byli to pierwsi ludzie, jakich własnoręcznie zabiła. Jeden z tamtych przeżył i pobiegł poskarżyć się Marukowi. Kompania była wzburzona, ale rafi okazał się rozważnym człowiekiem. Osobiście poderżnął gardło niedoszłemu gwałcicielowi i lakonicznie, ale szczerze przeprosił Kalę, obiecując, że nic podobnego już się nie powtórzy. Od tego czasu ludzie Maruka się jej bali i raczej starali się unikać.

Tak czy owak, gdyby znowu zgładziła rafiemu kilku podwładnych, ten zapewne żywiłby do niej żal, zaś Nezami tradycyjnie zarzuciłby jej brak umiejętności interpersonalnych.

– A więc? – kontynuowała ze zmęczonym uśmiechem Kala. – Zabiję waszego prowodyra, a pozostali będą potem grzecznie wypełniać moje polecenia, zgoda? Tak to się chyba zazwyczaj odbywa? Załatwmy to od razu na tyłach tej oto speluny i miejmy wszystko z głowy, co? Nie jadłam jeszcze śniadania. Ty? – spojrzała na brodacza zachęcająco.
 
Dług, rozdział 3.

niedziela, 9 grudnia 2018

Kontrapunkt


Najbardziej jako autor lubię teksty nieplanowane, takie, które znienacka pojawiają się w mojej wyobraźni i (najlepiej) z marszu od razu są potem wystukiwane na klawiaturze. Być może wynika to po prostu ze złudnego poczucia, że coś tam jednak udaje mi się w miarę sprawnie zrobić. Najbardziej frustruje mnie natomiast sytuacja odwrotna – gdy miesiącami (latami) nie jestem w stanie zasiąść do już całkiem szczegółowo zaplanowanego tekstu, o którym wiem, że (podług moich prywatnych kryteriów) jest wart napisania.

Kontrapunkt należy na szczęście do tej pierwszej kategorii. Ot, w pewnym momencie, nieco ponad miesiąc temu, pomyślałem o scenie, która mogłaby stanowić preludium do Krzyku, na podobnej zasadzie, jak relacja małej Fawi stanowi preludium do Długu. I nagle przed moimi oczami stanęła skromna kobieta z Dorzecza, w swej prywatnej desperacji udająca się w pielgrzymkę do Góry Esam na jakieś kilkadziesiąt lat zanim miejsce to rozsławił Anwari i na ponad dwieście zanim mogliśmy je oglądać oczami Joanny, Kingi i Michała (ilustracja obok).

Jak zwykle trochę przesadziłem. Powstał tekst o objętości niemal 190 k, więc w przeciwieństwie do relacji Fawi, która zajęła raptem 10 stron ciężko nazwać go teraz „prologiem” czy „preludium”. Postanowiłem zatem zatytułować go „kontrapunktem”.  Ma to, rzecz jasna, uzasadnienie również w treści samego utworu, a kompozycyjnie historia Halin będzie właśnie kontrapunktem dla finalnych peregrynacji Kali w Lśniącym Mieście. Opowieść ta ­– paradoksalnie relacjonowana wyłącznie z perspektywy zwykłej wiejskiej kobiety, która nigdy nie była pierwszoplanowym aktorem jakiś niezwykłych wydarzeń poza dramatem własnego życia – mimochodem wprowadza sporo kluczowych informacji o Świecie Błękitu i pozwala wiele rzeczy ujrzeć w zupełnie nowym świetle. Z jednej strony troszeczkę wyjaśnia pewne enigmatyczne kwestie, które pojawiły się w Długu i wcześniej w Dziedzictwie. Z drugiej – przygotowuje nas na to, co spotka Kalę w Krzyku.

Jednocześnie, wydaje mi się że w dalszym ciągu jest to opowieść autonomiczna, której główną bohaterką jest przecież od początku do końca sama Halin.

Jestem z tej mikropowieści całkiem zadowolony, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż jest ona zasadniczo niedrukowalna. To znaczy, zakładam, że czytelnicy będą w stanie przełknąć ją w Teraii Zero, gdzie zostanie zamieszczona po dwóch całkiem satysfakcjonujących metafizyczno-magiczno-konwencjonalnych awanturach a przed awanturą trzecią. Nie odważyłbym się jednak wysłać Kontrapunktu do żadnego pisma lub antologii.

Tekst ten po prostu ostentacyjnie ignoruje typowe oczekiwania względem prozy przygodowej czy też rozrywkowej, a taką właśnie powinna być w powszechnym mniemaniu literatura fantasy (niezależnie od tego, co jeszcze, na głębszym poziomie skrywa między wierszami). Natomiast w Kontrapunkcie dynamika „leży” od początku do końca. Brak tu wyraźnej puenty i nagłych zwrotów akcji. Narracja momentami zbliża się chyba bardziej do wzorców typowych dla współczesnej prozy obyczajowej. Ot, niemal wiekowa Halin wspomina swoje życie. Zwłaszcza zaś pewne spotkanie sprzed siedemdziesięciu lat, które nie miało żadnego znaczenia dla losów świata, choć dla losów Halin bardzo istotne. Nie należy się tutaj jednak spodziewać jakiś szczególnych fabularnych fajerwerków. W kulminacyjnym momencie dwie kobiety w ciąży siedzą sobie po prostu przy ognisku i… rozmawiają. Potem dołącza do nich jeszcze trzecia kobieta (nie w ciąży).

Owszem, gdzieś w tle dzieją się różne niezwykłości. Przecież Halin przyszło w końcu żyć w ciekawych czasach. Czerwona Kurzawa najeżdża Dorzecze Sistanu. Miasto Miliona Dnia I Nocy upada. Anwari odbywa swą pielgrzymkę i powstaje Haman. Owszem, Halin na własne oczy ogląda rzeczy, które dla innych będą później jedynie mglista legendą. Spotyka… Cóż, sami przekonajcie się kogo. Doznaje cudu. Ociera się o tajemnice kluczowe dla całej sagi.  Ale jednocześnie już na zawsze pozostaje skonfundowana tym, co ją spotkało. Wewnętrznie rozdarta.

A o czym dla mnie jest Kontrapunkt? To opowieść o frustracji osoby obdarzonej intuicją mistyka i umysłem filozofa, wciąż zadającej sobie i innym fundamentalne pytania i – z przyczyn obiektywnych – nie  znajdującej satysfakcjonujących odpowiedzi, choć niekiedy całkiem samodzielnie zaskakująco się do nich zbliżającej. O życiu w pewnym sensie niespełnionym (choć z pewnością nie nieudanym) a na pewno o niespełnionej tęsknocie. O przerwanej przyjaźni i przerwanej w połowie opowieści. O tym, że naszymi losami jakże często kieruje przypadek i różne zewnętrzne uwarunkowania, których nie jesteśmy w stanie przezwyciężyć, bo nawet często wystarczająco wyraźnie ich sobie nie uświadamiamy.

Możemy zgadywać, że Halin nie ustępowała dociekliwością Effarowi, wielkiemu uczonemu z Talakki a mistyczną intuicją samemu Anwariemu. I, na dodatek, w przeciwieństwie do pierwszego chosry rzeczywiście spotkała jedną z istot, które później Hamańskie legendy nazwały Jeźdźcami Niebiańskich Rydwanów. A jednak nie była w stanie zaproponować światu swej własnej narracji. Jej imię nie zapisało się w historii.

To opowieść o frustracji, która nieobca jest chyba każdemu z nas. O niedokończonych sprawach, których nie da się dokończyć i pytaniach na zawsze pozostawionych bez odpowiedzi.
 
Uff! Jeszcze tylko Krzyk i idę na odwyk!

środa, 3 października 2018

Teaser#1

(i nie wiem, czy będą kolejne, bo strasznie jestem zagoniony). Za to długi.

Wtem chłopiec słyszy cichy jęk. Ostrożnie skrada się przez mrok, by po chwili odnaleźć starszego mężczyznę opartego o koło wozu. Tamten nie może się poruszać, w jego brzuchu zieje potężna rana. Wciąż jest jednak przytomny; gdy Kage się zbliża, unosi wzrok. Choć w tej sytuacji wydaje się to cokolwiek absurdalne, jego twarz rozjaśnia nieśmiały uśmiech. Szepcze coś cicho, wskazując na swe usta, potem zaś na leżący u jego stóp na wpół wybebeszony tobołek. Kage nie rozumie słów, ale przekaz jest jasny. Nie bacząc na to, że nieznajomy mógłby chwycić go resztką sił i poderżnąć gardło skrywanym za plecami nożem, pochyla się i sięga ręką do pakunku. Odsuwa na bok twardy, prostokątny kształt i wyciąga drewniany kubek. Potem szybko biegnie do pobliskiego strumienia. Zaraz jest z powrotem. Podaje wodę umierającemu. Ten wypowiada w swoim melodyjnym języku słowa podziękowania i drżącymi dłońmi przechyla naczynie do ust.

Kage z rosnącym zainteresowaniem obserwuje nieznajomego. Mężczyzna nie jest Aruńczykiem, mieszkańcem Hugusz, dalekiego Ledh ani członkiem któregoś z wędrownych plemion. Skąd zatem pochodzi? Z jeszcze dalszego kraju, położonego gdzieś hen za górami? Z miejsca, gdzie wstaje słońce?

Wzrok chłopca pada na prostokątny kształt, który wypadł wcześniej z tobołka. Podnosi go, rozchyla i z fascynacją dotyka cienkich, białych arkuszy. Wie, czym jest ten dziwny przedmiot. Słyszał kiedyś o takich z ust kupca, któremu jego ojciec pozwolił przejść przez ziemie plemienia. Z ekscytacją przebiega palcami po ozdobionych czarnymi znakami kartach księgi, jakby licząc na to, że w ten sposób pozna ich tajemne znaczenie.

Tymczasem nieznajomy odkłada kubek i bacznie przygląda się chłopcu. Znów uśmiecha się z wysiłkiem. Gestem prosi Kage, by podał mu przedmiot.
 
Jest zbyt ciemno, by czytać; mężczyzna po prostu na chybił trafił rozkłada księgę, dotyka palcami stron, przymyka oczy i zaczyna recytować z pamięci. Chłopiec słucha, urzeczony rytmem i melodią słów. Choć nie potrafi jeszcze tego nazwać, w jakiś sposób wie, że ma do czynienia z poezją.
 
Mężczyzna z wysiłkiem odkłada księgę i po raz ostatni uśmiecha się. W jego oczach nie ma żalu, gniewu czy rozpaczy, lecz jedynie jakaś subtelna melancholia, docierająca wprost do serca Kage, budząc w nim głód i tęsknotę, której – znów – nie potrafi jeszcze opisać właściwymi słowami.

Nieznajomy delikatnie uderza dłonią w swą pierś.
 
– Nezami. Nezami sahl el T’araf – przedstawia się i pytająco wskazuje palcem na swego małego rozmówcę.

– Kage – odpowiada chłopiec, jednocześnie wyczuwając fałsz w swoim głosie. To przecież nie jest jego prawdziwe imię. Jak powinno brzmieć?

Mężczyzna zamyka oczy i po chwili przestaje oddychać.

wtorek, 24 lipca 2018

Dziedzictwo

Ukazała się właśnie "Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2018" a w niej moje "okołoteraiowe" Dziedzictwo. Jest to najdłuższe opowiadanie, jakie do tej pory opublikowałem - prawie 130k (a więc w zasadzie już raczej chyba mikropowieść).

Inspiracją do jego napisania stanowiły - z jednej strony - wspomnienia maga Nezamiego z dziewiątego rozdziału Studni Zagubionych Aniołów (patrz: Teaser#1). Z drugiej - chęć, by dać nieco więcej głosu Kali/Ari Anie, jednej z moich ulubionych postaci w "Teraii" (jak również samemu Nezamiemu, który, koniec końców, w fachowej ocenie mej Małżonki-psychologa w największym stopniu stanowi moje własne alter ego;)).

Wracając jednak do Kali - począwszy od Zanim przeminął błękit odgrywa, co prawda, coraz większą rolę w narracji, zawsze jednak w jakimś stopniu pozostaje w cieniu swego brata. Uznałem, że to nieco niesprawiedliwe i że enigmatyczna wojowniczka zasługuje na własny "kontekst". Zwłaszcza, że jej historia pozwoli przy okazji rzucić światło na wiele innych istotnych elementów sagi. No i, jeśli uznamy, że posiadanie i odzyskiwanie "dziedzictwa" stanowi jeden z kluczowych tematów całej "Teraii", to perypetie Kali pozwolą ukazać inne jego oblicze niż perypetie jej brata.

Dziedzictwo stanowi zatem pierwszy (w/g wewnętrznej chronologii) z czterech tekstów koncentrujących się na Kali i Nezamim i stanowiących niejako prequel do "Teraii". Ich akcja rozgrywa się od 5 do 2 lat przed właściwą akcją "Studni". W skład serii wejdą również:

2. Ciemność i Lustro. Ostatni z tekstów w/g wewnętrznej chronologii serii. Prawdopodobnie ukaże się na jesieni 2018 w drugim tomie bezpłatnej sieciowej antologii Fantazmaty. Strona projektu patrz tutaj.

3. Dług. Druga mikropowieść i chronologicznie też druga opowieść w serii. W trakcie pisania, przy sprzyjających wiatrach skończę w wakacje. Istnieje szansa, że w 2019 roku, również w ramach projektu Fantazmaty (i również elektronicznie oraz bezpłatnie) opublikowany zostanie mój autorski zbiór opowiadań Okruch słońca. Dług właśnie by go wieńczył;)

4. Krzyk. Trzecia mikropowieść w serii (i trzeci tekst w/g wewnętrznej chronologii; choć jako że Ciemność i Lustro w całości poświęcone są Nezamiemu, Krzyk będzie z kolei zamykał wątek Kali). Do napisania... kiedyś.

środa, 11 lipca 2018

Teaser #4 i ostatni


– Jestem synem Rararu i Meilani z wyspy Gami – odparł cicho Elohe. – Jestem Manui Lanak. Znam swoje dziedzictwo. Nie pójdę z wami.

- Nie posiadasz żadnego dziedzictwa – wyjaśnił łagodnie pirat. – W ogóle nie ma czegoś takiego jak dziedzictwo. Istnieje tylko to, co cię otacza. Rzeczywistość. Zaprzeczając jej, wykazujesz się nie odwagą, lecz głupotą. Wiesz, dlaczego, zdaniem naszych kapłanów, rekin jest najdoskonalszym spośród stworzeń? Ponieważ postrzega rzeczy takimi, jakie są, i tworzy z nimi jedność. Zatem i ty obudź się i otwórz oczy. Płyń wraz z nurtem oceanu świata, tak jak czynimy to my.

Studnia Zagubionych Aniołów (wpis techniczny)

Teraia Tom 1 - Studnia Zagubionych Aniołów 


Opis wydawcy: 

Astronom ze Szklanej Wieży nieustannie śledzi splątane linie losu, różne światy połączone wspólnymi historiami, dziejącymi się wciąż od nowa. Każda z nich jest osobną opowieścią, będącą zarazem częścią nieskończonej całości. Każdy bohater ma tam swoje miejsce, swój czas i rolę.

Młodzi warszawiacy – Joanna, Tomasz, Kinga i Michał – niespodziewanie zostają wyrwani ze znanej im codzienności. Przekroczywszy granice naszego świata, odnajdą się w baśniowym Hamanie – krainie, której idylliczność może okazać się jedynie kruchą skorupą, skrywającą niepokojące i niebezpieczne wnętrze. O co toczy się gra, w którą zostali wplątani? Na czym polega niebezpieczeństwo zagrażające Światowi Błękitu? Czy zbliżająca się kometa naprawdę zwiastuje powrót Mrocznej Gwiazdy – tajemniczego Demona z Zewnątrz, o którym wspominają pradawne legendy? Podejmując wyzwanie uczestnictwa w nadchodzących wydarzeniach, każdy z przybyszów będzie musiał odnaleźć własną opowieść.

Mityczni Jeźdźcy Światła uwięzieni w Studni Zagubionych Aniołów czekają…


Przeczytaj fragment 1

Przeczytaj fragment 2

Pobierz kompilację obu dostępnych na stronie wydawcy fragmentów - pdf


Recenzje:

Portal fantasta.pl

"Studnia Zagubionych Aniołów stanowi wielowarstwową opowieść o przewrotnym przeznaczeniu, szukaniu spełnienia, o tęsknocie za nieznanym i o przyjaźni. Artur Laisen zbudował wspaniały świat na modłę klasyczną, czerpiąc garściami z folkloru i starego fantasy, a wszystko okrasił baśniowym klimatem. Poza wspomnianym nawiązaniem do utworów z gatunku nie brak także odniesień do klasycznych powieści (np. Książę i żebrak). I chociaż wykreowane przez prozaika uniwersum opiera się na archetypach, szczególnie idyllicznej wizji magicznej krainy, to pomimo pewnej przewidywalności trudno odgadnąć, jaki będzie finał. A to zaledwie pierwszy tom."

Adrian Turzański, recenzent
 
Portal Bestiariusz

"Atutem jest także różnorodność świata przedstawionego. Laisen roztacza przed czytelnikiem barwną rzeczywistość, pełną zagadek do rozwiązania i tajemnic do odkrycia."

 Paulina Szymborska-Karcz, recenzentka



" Artur Laisen dokładnie i misternie, niemal jak farmaceuta czy saper, knuje intrygę rozgrywającą się na kartach pierwszego tomu serii Teraia."



"Haman jest duży i wyraźnie inspirowany Dalekim Wschodem, klimat orientalnych tawern oddany został po prostu przepysznie i zdecydowanie jestem chętna na więcej."

Alicja Podkalicka, bloger


"Warstwa stylistyczna utworu jest po prostu przepiękna: poetycka (lecz bez popadania w przesadę czy grafomanię), delikatna, rozmyta w nienachalnych metaforach. Trudno wyczuć granicę między jawą a snem, między myślami bohaterów i ich działaniami. Oniryczna konwencja i narracja utrzymana w tonie pradawnej legendy nawet szarą Warszawę zamieniają w miejsce magiczne."

Joanna Krystyna Radosz, redaktor


 Anna "Cranberry" Nieznaj - opinia

"I tajemnicza mroczna siła pojawiająca się w naszej rzeczywistości, i Astronom, i porywająca epickim rozmachem scena otwierająca (oraz to jak później wielokrotnie wracają jej echa i legendarne przekształcenia), a także końcowe wydarzenia w koszmarnym lesie - to wszystko przecież też bardzo mi się podobało, a studnia białego blasku - niewątpliwie miała swój klimat."


Anna "Cranberry" Nieznaj, autorka (opinia zamieszczona na Lubimy Czytać)


Zapach Książek

"To taka trochę baśń dla dorosłych, tak mnie się przynajmniej kojarzy. Znajdziemy tutaj zarówno Wielkie Zło, jak i szlachetnych bohaterów walczących z nim. Postacie, które irytują nas swoją głupotą i wielkich mędrców, znających tajemnice światów. Bajka miesza się z rzeczywistością w idealnie wyważonych proporcjach. Jest w tym świecie coś niezwykłego, co przyciąga i nie daje o sobie zapomnieć"

Justyna Fiedorowicz, bloger



czwartek, 5 lipca 2018

Teaser #3

Łukasz i Shiro wpatrują się w mniej więcej pięćdziesięcioletniego, barczystego Japończyka w garniturze, stojącego na brzegu sali. Obaj mają głupie miny, Shiro spuszcza głowę i przepraszająco mamrocze coś pod nosem.
Niedobrze, myśli Tomasz, ale zamiast przybrać równie stropiony wyraz twarzy i grzecznie oddać miecz, po prostu spogląda nowoprzybyłemu prosto w oczy. Tamten taksuje go swym – a jakże – nieodgadnionym samurajskim wzrokiem. Zupełnie jak w filmach. W końcu Tomasz lekko wzdycha, wykonuje głęboki ukłon, opuszcza broń i rusza, by oddać ją Shiro.
I wtedy nieoczekiwanie shihan wypowiada dwa czy trzy zdania, chropowatym ale chyba raczej rozbawionym niźli zagniewanym tonem. Tomasz na wszelki wypadek jeszcze raz zgina się w pokłonie, po czym patrzy pytająco na Shiro.
Młody Japończyk sprawia wrażenie bardziej zaskoczonego niż przestraszonego.
– Shihan mówi… – tłumaczy. – Shihan mówi, że lepiej pasowałby do ciebie dłuższy miecz. Może powinieneś spróbować z tachi…
Tomasz po raz trzeci grzecznie kłania się starszemu Japończykowi. Skonfundowany waży w dłoni katanę, zwlekając z oddaniem jej Shiro.
Shihan ma rację, dopada go niespodziewane olśnienie. Ten miecz rzeczywiście powinien być troszkę dłuższy. Tak, powiedzmy, o dwadzieścia centymetrów. Rękojeść powinna mieć lepszą ochronę. No i…
Zamiera w bezruchu. Dziwne wrażenie balansuje gdzieś na krawędzi świadomości.
– Tomek.. – słyszy jak przez mgłę. – Tomek?
Przed jego oczami przemykają jakieś obrazy – zbyt szybkie, by był w stanie je rozpoznać.
– W podmuchu północnego wiatru – słyszy własny szept. – W płatku śniegu topniejącym na naszej twarzy w mroźny wieczór. W krzywiźnie miecza z dalekiego kraju z niezrozumiałych powodów hipnotyzującej nasz wzrok. W zapomnianej pieśni sprzed stuleci. W ostrzu...

Zanim przeminął błękit, rozdział 3.

czwartek, 28 czerwca 2018

Teaser #2


 
Spojrzenie karczmarza znów padło na Kasa.
– Drogi chłopcze, zaniesiesz ten kufel tamtej hm... pani? – poprosił zrezygnowanym tonem.
– Oczywiście – odparł z uśmiechem młodzieniec. Podążył oczami w ślad za wzrokiem Pamira. Dopiero teraz zauważył samotną postać, siedzącą w półmroku w rogu pomieszczenia. Choć w izbie panował spory tłok, ławy w jej bezpośrednim sąsiedztwie były puste. Kas posłusznie wziął kufel i powoli ruszył w jej kierunku, choć poczuł jak ciarki przechodzą mu po grzbiecie. Jakież to złowrogie monstrum odstraszało nawet zuchwałych najemników?
Tajemnicza postać rzeczywiście okazała się kobietą i to na oko raczej niedużą. Nieznajoma miała na sobie prostą koszulę, zaś spod stołu wystawały wysokie skórzane buty i nogawki luźnych spodni. Szyję owiniętą miała saliją, równie czarną jak pozostałe elementy stroju. Tuż obok, oparta o ścianę stała krótka włócznia oraz łuk i kołczan ze strzałami. W półmroku nie widział wyraźnie jej twarzy, ale była młoda – może w wieku Kasa, może trochę starsza.
Gdy się zbliżył, podniosła zamyślony wzrok. Długie, ciemnobrązowe włosy związane były skórzanym rzemykiem. Oczy miały nieco ciemniejszą niż u większości ludzi barwę i wydawały się jakby senne, nieobecne. Wpatrywał się w nią z zaciekawieniem. Wyraźnie różniła się od tamtych najemniczek.

Zanim przeminął błękit, rozdział 4

wtorek, 19 czerwca 2018

Znów - Teaser nr 1

I oto znów pojawia się okazja, by na moment wyłonić się z wnętrza czarnej dziury;)

Teaser 1:

"Pamiętał, jak kiedyś, dawno temu, w akcie młodzieńczego buntu przybyła na jedno z jego spotkań, pozbywszy się ich. Na dodatek zmyła farbę z włosów. Natychmiast zabił pozostałych uczestników spotkania, a także dwóch przypadkowych świadków, choć było mu to raczej nie na rękę. Zmusił ją, by się temu przyglądała. Od tego czasu miał względny spokój. Potem tylko jeden raz pozwolił jej wystąpić bez tego kamuflażu. Była to jednak szczególna okazja – na najdalszej wyspie archipelagu Sar stanęli ramię w ramię naprzeciwko Gatraka."

Cytat (i ilustracja) ze "Studni Zagubionych Aniołów". I tak, dobrze się domyślacie, nie jest to teaser II tomu Teraii;)

poniedziałek, 23 października 2017

Wyprawa Koj Choruna

Ukazała się właśnie "Fantastyka Wydanie Specjalne 4/2017" a w niej moja "okołoteraiowa" nowelka "Wyprawa Koj Choruna". Nie jest to może najlepsze opowiadanie jakie wyszło spod mojej klawiatury (wg moich własnych kryteriów "Pieśń Żywiołów" czy "Okruch Słońca" są  z pewnością bardziej wyrafinowane), ale za to w stanie na chwilą obecną moje ulubione (i jednocześnie stanowi jedyny tekst mojego autorstwa, jaki kiedykolwiek spodobał się Mojej Małżonce;))

Być może mój sentyment oraz sympatia Małżonki wynikają po prostu z faktu, że Koj Chorun, zgodnie ze swą deklaracją, iż "pieśniarze zwykle kiepszczą robotę", postanowił przejąć pałeczkę i napisał się sam. Za co jako człowiek pragmatyczny i leniwy jestem mu głęboko wdzięczny. Świat nie jest sprawiedliwy więc i tak nie będę się musiał z nim dzielić tantiemami.

A sam tekst? Akcja rozgrywa się w Świecie Błękitu, kilkaset lat (?) przed rozpoczęciem właściwej akcji "Studni Zagubionych Aniołów" i opowiada o samych początkach tego, co w Hamanie i w większości innych krain określane jest jako "Inwazja z Zewnątrz" czy też "Wojna Mrocznej Gwiazdy" natomiast na Środkowym Stepie jako "Czas Cudów".

Staram się, by każdy z moich tekstów osadzonych w Świecie Błękitu można było czytać w pełni samodzielnie, by stanowił on spójną i autonomiczną całość, ale jednocześnie przyświeca mi też pewna większa idea - idea "sieci" powiązanych ze sobą opowieści, nawzajem się modyfikujących i "reinterpretujących", czy też po prostu pozwalających zobaczyć znane już wydarzenia w innym świetle. Tak jest i w tym przypadku - przypuszczam, że odczytanie prologu czyli "Egene" do "Studni Zagubionych Aniołów" po lekturze "Wyprawy..." w istotny sposób zmienia nasze postrzeganie tego fragmentu.

Tak czy owak, miłej lektury!

Aha! I jeszcze jedno. Nie byłbym sobą, gdybym zwyczajowo (z uporem godnym doprawdy lepszej sprawy, jak mogliby sugerować niektórzy) nie spróbował zadać Wam kolejnych zagadek. A więc..

1. Zagadka dla początkujących. Kto z bohaterów "Wyprawy..." pojawia się również w "Studni Zagubionych Aniołów"?
2. Zagadka dla średniozaawansowanych. Tylko jedna postać pojawia się osobiście - zaznaczam osobiście - zarówno w "Wyprawie Koj Choruna" oraz w "Stu latach w Słońcu" (do ściągnięcia z sekcji do pobrania). O kogo chodzi?
3. I na koniec, zagadka dla zaawansowanych. Która z postaci występujących w "Studni Zagubionych Aniołów" miałaby prawo tytułować Koj Choruna "dziadkiem"?

Wszelkiego rodzaju komentarze mile widziane, ale same odpowiedzi wysyłajcie na priv na FB, żeby nie psuć zabawy.

sobota, 21 października 2017

Teaser 4 i ostatni

Pojedyncza antracytowa iskierka wybucha na dnie czarnych oczu, które spokojnie spoglądają na opadający młot. Od pierwszej iskry zapala się druga, potem trzecia i jeszcze następna, i kolejna… Następuje reakcja łańcuchowa – nagle całe oczy eksplodują burzą antracytowego blasku. I wtedy przez jedno krótkie mgnienie, które jednak równie dobrze mogłoby okazać się wiecznością, iskry wykrzykują imię. Imię, które jest słowem, dźwiękiem, obrazem, ciszą, nieustannie zmieniającym się impulsem, wibracją światła, czernią po drugiej stronie snu. I Koj Chorun nie może już nawet żałować, że na czas nie odwrócił wzroku, bo nie ma już Koj Choruna, i nie ma słów, którymi mógłby nieudolnie próbować opisać to, czego nie da się zawrzeć w słowach. Jest tylko świat rozpadający się i powstający na nowo w rytmach pulsara, który emituje swą dziką pieśń: jestem...

poniedziałek, 9 października 2017

Teaser nr 2.

Teaser nr 2. Tym razem oddajemy głos naczelnej kapłance klanów Bahrany, Jahji rah Manie:



"– Hm… - mruknęła Jahja. - Jak sądzisz, ile trwała wojna Mrocznej Gwiazdy?– Niebo rozdarło się i czarne rydwany runęły na Pałac – zaczęła recytować jej zastępczyni. Bogini wezwała Moce Ziemi i… – przerwała, zdając sobie sprawę z niespójności oficjalnej Sutry z tym, co właśnie usłyszała.
– Słuchając Sutry można odnieść wrażenie, że wszystko rozegrało się niemal w jednej chwili – podsumowała Jahja. – Demon z Zewnątrz przedarł się przez Tarczę Bogów i zaatakował Pałac. A co jeśli, w istocie było zupełnie inaczej? Jeśli trwało to tygodnie, miesiące? Całe lata? A może – zniżyła głos – na samym początku nie było w ogóle żadnego demona i żadnej wojny. Może wszystko zaczęło się od pewnego szamana z pomniejszego, skazanego przez los i historię na zagładę plemienia, który wyruszył na bezsensowną, straceńczą wyprawę? Od niepozornej, ciemnej kreski, niespodziewanie wyłowionej przez niego wzrokiem na śniegu?"


PS 1. Cytat pochodzi z 11 rozdziału "Zanim Przeminął Błękit", ale jak już zauważyłem poprzednio, teaser nie dotyczy II tomu Teraii.
PS 2. Ilustracja bez bezpośredniego związku, ale ponoć wpis na blogu zawsze powinien być opatrzony jakąś grafiką, bo ludzie generalnie i tak nie czytają tekstów.

piątek, 21 kwietnia 2017

Autoreklama - promocja na Madbooks.pl;)



Z okazji Dnia Książki kolejna promocja na książki i ebooki wydawnictwa GC, w tym moją Studnię Zagubionych Aniołów.

Zestaw  książka + ebook w cenie książki:
https://madbooks.pl/genius-creations-dla-nas-liczy-sie-tresc

Same książki (np. Studnia 14,99):
https://madbooks.pl/genius-creations-ksiazki-pelne-tresci

Ebooki i audiobooki (9,99):
https://ebook.madbooks.pl/genius-creations-genialne-ebooki

Cały czas też można kupić powystawowe egzemplarze Studni Zagubionych Aniołów i innych książek GC po 7, 50 PLN:
https://madbooks.pl/studnia-zagubionych-aniolow-egzemplarz-powystawowy?from=listing&campaign-id=19

czwartek, 23 marca 2017

Chłopiec i wiedźma czyli Enter Tekri!



Chłopiec i wiedźma czyli Enter Tekri!

W najnowszym numerze Nowej Fantastyki (4/17) ukazał się właśnie mój tekst „Chłopiec i wiedźma”. Jego powstanie stanowi w dużej mierze zasługę Michała Cetnarowskiego, któremu niespecjalnie przypadł do gustu baśniowy styl prologu do drugiego tomu Teraii i zasugerował, żebym uczynił z tej historii „regularne” opowiadanie (serdeczne podziękowania). Co też uczyniłem. Efekt oceńcie sami.

Niektórzy z czytelników „Studni” po lekturze „Chłopca”  pewnie zadadzą sobie pytanie „A co ta opowieść ma w ogóle wspólnego z Teraią?” Bardzo wiele. Zatem, pozwólcie, iż w mym nieustającym quest w poszukiwaniu Domyślnych Czytelników zadam Wam dwie zagadki:

1. Dla średnio-zaawansowanych. W drugim tomie „Teraii”, „Zanim przeminął błękit”, Tekri otrzyma całkiem sporo czasu antenowego (w czym nie przeszkodzi mu fakt, iż nie żyje już od dobrych kilku stuleci), ale krótka wzmianka o nim pojawia się już na kartach „Studni Zagubionych Aniołów”. W którym miejscu? (Tu poproszę o pierwsze zdanie stosownego cytatu).
2. Dla wysoce-zaawansowanych. W tekście „Chłopca” znajdują się odniesienia aż do 3 (słownie „trzech”) postaci, które pojawiają się w „Studni Zagubionych Aniołów” (jedna z nich to nawet całkiem sporo się tam pojawia;)). Być może ktoś będzie w stanie zidentyfikować przynajmniej jedną lub dwie?

Wszelkiego rodzaju komentarze mile widziane, ale same odpowiedzi wysyłajcie na priv na FB, żeby nie psuć zabawy. Za jakiś czas postaram się wrzucić rozstrzygnięcie i podsumowanie;)

P.S. W opisie w NF wkradł się błąd – tytuł całej sagi to oczywiście „Teraia” a „Studnia Zagubionych Aniołów” stanowi jej pierwszy tom
P. S. 2. Czytelników którzy polubili Tekriego zachęcam tymczasem do ściągnięcia tekstu "Sto lat w słońcu" z sekcji "Do pobrania".




poniedziałek, 20 marca 2017

Teaser#3 i ostatni...

A może cała historia zaczęła się właśnie wtedy:


Dawno, dawno temu w dalekim Madagorze, Erinne, Bogini Złego Losu odwiedziła dziesięcioletniego chłopca, aby złożyć mu szczodrą i zadziwiającą ofertę. Miał stać się słynnym wodzem i władcą, założycielem potężnej dynastii. Jego imię na zawsze miało się wyryć w twardej materii historii...